Semantyka i wolności

Drukuj

Wolność po roku 1989 stała się jednym z centralnych punktów polskiej debaty publicznej. Często przywoływana, jeszcze częściej ograniczana, wykorzystywana jako argument była często, szczerych przyjaciół znajdując niewielu. Nie będę jednak póki co pisał o politycznej praktyce, lecz o samym pojęciu wolności. A konkretnie o procesach, które coraz częściej inicjowane w debacie publicznej zaczynają wpływać na jej znaczenie.

Parę miesięcy temu na lidera PiS spadła fala kpin ze strony opozycyjnych publicystów za stworzenie sformułowania „wyspa wolności” w kontekście Polski pod rządami jego partii. Tymczasem fraza ta nie wymaga śmiechu, a pochylenia się nad nią. Być może to tylko chwyt retoryczny, może to jednak równie dobrze być próba zmiany znaczenia wolności o 180 stopni. Od co bardziej inteligentnych ideologów obecnej ekipy rządzące, możemy bowiem coraz częściej usłyszeć, że program 500+ w gruncie rzeczy jest pomysłem wolnościowym, gdyż umożliwia biednym rodzinom rozszerzenia zakresu aktywności życiowych. Co więcej, to liberałowie rzekomo źle rozumieją wolność i potrzebujemy jej nowej definicji. Środowiska politycznej lewicy, które już dawno ogłosiły, iż koncepcja wolności negatywnej to w gruncie rzeczy neoliberalny przeżytek każdy taki ruch przyjmują z entuzjazmem i same próbują w dziele jej dekonstrukcji pomóc, o czym można przekonać się czytając dowolne pismo odwołujące się do ideałów sprawiedliwości rozdzielczej.

Oczywiście można zadać sobie pytanie „i co z tego?”, wzruszyć ramionami i stwierdzić, że dyskusja taka jest rzeczą normalną, a może nawet i jest jakaś racja w tym gadaniu o wolności pozytywnej. Takie podejście jest jednak bardzo krótkowzroczne, gdyż nie uwzględnia jak daleko mogą sięgać konsekwencje przestawienia znaczenia pojęcia wolności, o czym zainteresowani historią idei mogli się niejednokrotnie przekonać. „Gdy słowa tracą znaczenie, ludzie tracą wolność”, twierdził Konfucjusz. Nie inaczej jest i w tym wypadku.

Koncepcję wolności pozytywnej można najkrócej zdefiniować jako „wolność do”, stosowaną zamiast negatywnej koncepcji „wolności od”. Jako pierwszy dwa rodzaje wolności wyróżnił Isaiah Berlin, jednak większość znaczących liberalnych myślicieli ostatnich stu lat odrzuca koncepcję wolności pozytywnej jako błąd intelektualny. Oznacza to bowiem, że pojęcie wolności staje się tożsame z pojęciem możliwości, czy po prostu władzy, co stanowi zwyczajną podmianę znaczeń. Jej zwolennicy z kolei argumentują, że przecież człowiek biedny, posiadający kredyt nie jest tak samo wolny jak człowiek bogaty i takowego kredytu nieposiadający. Historia uczy, że konsekwencje takiego rozumowania potrafią wykroczyć daleko poza spodziewane efekty. Wolnościowe staje się takie państwo, które przyzna pieniądze przykładowemu człowiekowi biednemu, będąc tym samym sine qua non zmuszone odebrać je innej osobie siłą. Co więcej w swoich najbardziej skrajnych formach może doprowadzić do całkowitej negacji koncepcji wolności wyboru. Skoro człowiek posiadający kredyt jest mniej wolny, należy mu w imię (sic!) wolności ograniczyć możliwości zadłużania się (tego typu koncepcje szczególnie żywe były w połowie minionego wieku). Pozytywne ujęcie wolności nie zakłada nierozerwalnego powiązana wolności z odpowiedzialnością, podczas gdy to właśnie odpowiedzialność umożliwia podejmowanie suwerennych decyzji.

Historia idei jest historią niewinnych i drobnych błędów intelektualnych, które po latach przekuwały się w praktykę polityczną i kończyły katastrofalnymi skutkami. Możliwe, że gdyby Hegel nie opracował swojej deterministycznej koncepcji dziejów, nie doszłoby do powstania nazizmu. Również koncepcja wolności pozytywnej często była bronią w rękach dyktatorów. Pozwoliła ona powoływać się na wolność Leninowi i uzasadniać socjalistyczny reżim Chaveza w Wenezueli jako wyzwalający ubogich i wykluczonych, podczas gdy ludzie lidera Zjednoczonej Partii Socjalistycznej nacjonalizowali przemysł, ograniczali wolności obywatelskie i krok po kroku doprowadzili kraj do dyktatury.

Obrazowo ujął to George Orwell w najbardziej znanym ostrzeżeniu przed totalitaryzmem, którym niewątpliwie pozostaje „Rok 1984”. Jedno z trzech haseł książkowej partii brzmi „Wolność to niewola”.

Ekonomista i teoretyk liberalizmu Friedrich von Hayek był jedną z osób szczególnie na tego typu zabiegi semantyczne wyczulony. Koncepcji wolności i jej definicji poświęcił wiele stron swoich prac, w dużej mierze to jemu zawdzięczamy odejście od pozytywnej definicji wolności, a co za tym idzie jej niebezpieczeństwami i negatywnymi konsekwencjami. Hayek był liberałem gospodarczym, a to obecnie niemodne, więc jego pisma cytowane są coraz rzadziej. Szkoda, mogłoby to obecnych intelektualistów ustrzec przed wieloma błędami.

Hayek zdefiniował wolność jako niezależność od arbitralnej woli innych ludzi. Tak intelektualna, jak i empiryczna porażka socjalizmu, która objawiła się kryzysem lat 70 oraz permanentnym głodem i niedoborami w krajach Bloku Wschodniego doprowadziła do powszechnego uznania hayekowskiej definicji wolności wraz z tryumfem koncepcji prymatu wolnorynkowego kapitalizmu nad innymi formami zarządzania gospodarką.

Co przyniosą nam eksperymenty z odwracaniem znaczenia wolności i jak daleko pójdą? Koniec końców zależy to tylko i wyłącznie od dostrzeżenia i odpowiednio wczesnej krytyki ze strony innych uczestników debaty publicznej, jak i determinacji samych zwolenników nowej wolności. Warto więc na tego typu zabiegi pozostać uczulonym.

Czytaj również